Smieszne FilmyGry OnlineAnimacje FlashSmieszne ZdjęciaFilmy ExtremalneFilmy i Animacje 3DReklamyPiłka nożnaKabarety i SkeczeIluzje i SztuczkiKreskówkiTeledyskiInneKamery On-lineSmieszne MP3Filmy AnimeSztuka (Art)TraileryParodie Wypadki
Wyszukiwarka Nowośći Bannery Najnowsze Kontakt Subskrypcja Redakcja serwisu
Top 30 Ostatnio dodane komentarze
Dzisiaj było: 97
Wszystkich Filmików:415
Zarejestrowanych: 119
Wszystkich kategori:20
Wyszukiwarka:
Słowo kluczowe:
Home Kontakt Company of Heroes: Kompania Braci – recenzja Gier osadzonych w realiach Drugiej Wojny Światowej powstało już całe mnóstwo – od przygodówek, przez strzelanki, po strategie turowe i czasu rzeczywistego. Dlaczego więc ekipa Relic Entertainment zdecydowała się na produkcję kolejnej tego typu pozycji? Bowiem ludzie ją tworzący mieli pomysł, a właściwie kilka pomysłów, ale nie do końca swoich. Tak naprawdę istotna była wizja połączenia sprawdzonych wzorców w zupełnie nową całość. Company of Heroes nie jest zwykłym RTS’em z zarządzaniem bazą, zbieraniem surowców i rozwijaniem drzewka technologii. Bliżej mu, co nie może dziwić, do poprzedniego dzieła tych samych twórców - Warhammer 40.000: Dawn of War. Podstawowym założeniem CoH jest brak surowców w tradycyjnym dla strategii rozumieniu, co nie oznacza oczywiście, że surowców nie ma wcale. Są ich trzy rodzaje: ludzie, amunicja i paliwo – pierwszy służy do powoływania nowych jednostek i konstruowania budynków w bazie, drugi wykorzystywany jest do ulepszania jednostek i używania umiejętności specjalnych, a trzeci jest dodatkowym składnikiem, koniecznym do produkcji maszyn i niektórych umocnień. Jak widać samo zastosowanie surowców jest dość typowe, w odróżnieniu od metod ich pozyskiwania, bowiem licznik, wypełniający poszczególne pule, zaczyna bić dopiero po zajęciu odpowiedniego terenu (ten patent zastosowany został już w stareńkim „Z” – pamięta ktoś jeszcze?). Każda mapa podzielona jest na sektory generujące jeden z rodzajów surowca i żeby skorzystać z ich dobrodziejstw, trzeba mieć nad nimi kontrolę. Żeby było ciekawiej, każdy opanowany obszar musi być połączony z bazą – symuluje to ciągłość linii zaopatrzenia. Co prawda w kampanii praktycznie nie ma to zastosowania, ale w rozgrywkach sieciowych zdecydowanie warto dbać o własne i psuć cudze zaopatrzenie. Recenzja gry "80 dni" „W 80 dni dookoła świata” to powieść Juliusza Verne’a, która cieszy się od dziesięcioleci niesłabnącą popularnością. Świadczy o tym choćby liczba jej wznowień, czy też ekranizacji (ostatnia z Jackie Chanem jako służącym Phileasa Fogga oraz epizodyczną rolą samego Arnolda Schwarzennegera). Przygody angielskiego gentelmana, który podjął się okrążyć świat w 80 dni to wdzięczny materiał dla branży rozrywkowej i tak oto doczekaliśmy się kolejnej gry nawiązującej do ponadczasowego dzieła Verne’go. Jej akcja rozgrywa się 27 lat po ukończeniu wyprawy Fogga. Oto Oliver, młody Amerykanin, udaje się w podróż do wuja w Londynie, aby odwlec zaaranżowane przez swoich rodziców małżeństwo. Ów podsuwa mu ciekawą propozycję. Jako wynalazca nie opatentował na czas kilku przydatnych wynalazków, które przyniosłyby mu fortunę. Lecz jeszcze nie jest za późno, aby odzyskać dzieła inżynierskiego geniuszu sir Matthewa. Problem w tym, iż są one rozrzucone po całym świecie, a w dodatku wuj dał słowo honoru gentelmanom ze swojego klubu, iż odzyska je w ciągu osiemdziesięciu dni. Cóż, Oliver nie daje się długo przekonywać i rusza od razu do pociągu, który zawiezie go do Dover, a stamtąd poprzez Europę dostaje się do Kairu. I w tym oto miejscu przejmujemy nad nim kontrolę.